Blog > Komentarze do wpisu

Mój ruch

Jestem pośrodku niczego. Jak polska wieś, tylko bardziej. Rano wychodzę jeszcze w piżamie na werandę, usiłuję przekonać samą siebie, że nie jest zimno. Balustrada wciąż mokra od deszczu. Stoję i gapię się przed siebie do momentu, kiedy moje stopy zaczynają sinieć a barkami wstrząsają dreszcze. Wchodzę do środka, wsypuję do miski płatki, zalewam mlekiem, siadam i patrzę przez okno. Zieloność, 50 shades of green. Poplamiona rudościami liści i czerwienią domów. Ale tych ostatnich jest tylko garstka. Dwie góry otulają tę zieloność jak splecione ramiona. A na ich czubkach wiszą chmury.

Jest 7 stopni. Zakładam legginsy i T-shirt, wsuwam nie do końca rozgrzane stopy do adidasów, macham ramionami dla rozgrzewki. Skip A, skip B, kilka skłonów. Ale nie za wiele, czuję, że jak przeciągnę rozgrzewkę, to moja motywacja może się ulotnić.

Biegnę pod górę, jakieś 30 stopni, pocieszając się, że droga powrotna będzie lżejsza. Jest pusto. Za cały soundtrack robią mi psychodeliczne owcze dzwonki. Za zakrętem wyłania się kamienny kościół. Z ciekawości przystaję: Kościół z XII wieku, najstarsza kamienna budowla w regionie Sogn, a prawdopodobnie także w kraju. Tak że tak. Niestety zamknięty. Biegnę dalej. Droga się kończy, zawracam. Zastanawiam się, jak mogłam tego nie zobaczyć wcześniej. Ale nie zobaczyłam. Bo było za moimi plecami. Albo dlatego, że przed oczami fruwały mi kolorowe plamki ze zmęczenia. Więc zawracam i biegnę w dół, prosto do wody, do schodzących się na horyzoncie fiordów, do mgły, do atramentowej toni. Biegnę i zapominam, że miałam skręcić, wrócić, wziąć prysznic, wypić kawę na werandzie. Zapominam, że moje oskrzela protestują i że zgodnie z prawami fizyki powinno mi być zimno.

wtorek, 30 września 2014, home-made-london-fog

Polecane wpisy

Komentarze
2014/09/30 18:00:32
Zimne klimaty ale jakże urokliwe! Dodając lekturę norweską można się w nich zakochać:)