Zakładki:
#52books [2015]
#52books [2016]
#52books [2017]
Puszczam się w internetowy eter
RSS
wtorek, 26 stycznia 2016

W Oslo jest taki problem, że pączków nie ma. Nie żeby był to problem dnia codziennego, ale już na przykład w tłusty czwartek owszem. W tamtym roku spędziłam pół godziny na poszukiwaniu choćby produktu pączkopodobnego, w którym to czasie odwiedziłam +/- 4 piekarnie i 6 supermarketów. Skończyłam z nieźle wyglądającym i rozpaczliwie smakującym szwedzkim tworem. Kiedy zobaczyłam więc ogłoszenie o domowej roboty pączkach, zrodziła się we mnie nadzieja. Pomyślałam o lukrze i marmoladzie z róży. O lepkich palcach i sprężystym cieście. I już, już chciałam dzwonić z zamówieniem, ale wcześniej postanowiłam upewnić się, kiedy ten tłusty czwartek w tym roku wypada. 4 lutego. Tak, 4 lutego. Ten sam 4 lutego, który spędzam w tym roku nad Wisłą. Alleluja!

17:27, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 stycznia 2016

Mojej wersji obrazkowej zmieniła się domena, choć strona pozostaje bez zmian. Teraz wszystko pod joannagaudyn.com. W kolejce do wrzucenia czekają Bośnia i Szwecja. Oraz Lofoty z 2013.

13:27, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 stycznia 2016

Zacząć należałoby od tego, że okres okołobożonarodzeniowy to nie najlepszy czas na zwiedzanie Skandynawii. Ale jeśli już macie taki pomysł, to zdecydowanie przedłóżcie Szwecję z jej liberalniejszymi przepisami dotyczącymi pracy w dni wolne nad Norwegię. Zastaniecie wiele drzwi zamkniętych, szczególnie jeśli chodzi o muzea i miejsca, których właścicielem jest miasto, ale przynajmniej coś zjecie i wypijecie, nawet w wigilię.

Gotherburg, jak wiele miast Północy, jest dość rozległy. Próżno szukać tu rynku. "Centrum" jest pojęciem raczej subiektywnym. Bliskość morza oznacza tu przede wszystkim silny wiatr, szybko zmieniającą się pogodę i świeże ryby oraz skorupiaki. Położenie za 55 równoleżnikiem na północ to z kolei kuchnia sycąca, swojska, pełna gęstych sosów, śmietany i mięsa serwowanego z żurawiną. Oraz piwo o głębokim, wyrazistym smaku, lane z gęstą pianą (czego w Oslo trudno uświadczyć). Założone w okolicach potopu szwedzkiego miasto nie zachowało wielu budynków z XVII wieku, gdyż większość z nich zbudowano z drewna. Pod względem architektonicznym spotyka się tu mimo wszystko wiele stylów w stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Jak choćby przypominający pomadkę do ust drapacz chmur, którego właścicielem jest Skanska, oraz Feskekôrka - przypominający gotycki kościół targ rybny.

Co jeszcze? Parki. W jednym z nich można spotkać euroazjatyckie łosie, foki i zagrożone wyginięciem pingwiny peruwiańskie.

Po mieście najlepiej poruszać się na rowerze. Koszt trzydniowej karty miejskiej to 25 koron, czyli niecałe 12 złotych (za ważny 90 minut bilet na komunikację miejską trzeba zapłacić 28 koron). Stacje rowerowe rozsiane są gęsto, rowery są w dobrym stanie, drogi rowerowe oddzielone od jezdni docierają, zdaje się, wszędzie. Nic, tylko pedałować.

A na zakończenie warto zajrzeć do parku rozrywki Liseberg. Co prawda zimą nie wszystkie atrakcje są czynne (w tym, niestety, największy rollercoaster), ale za to czas oczekiwania nie przekraczał nigdy 10 minut. Zdecydowanym numerem 1 dla nas został Balder - jedna z największych na świecie drewnianych kolejek górskich. Największy spadek to 70 stopni, a wagoniki poruszają się z prędkością 90 kilometrów na godzinę. Po takich wrażeniach nie pozostaje nic innego, tylko udobruchać żołądek tradycyjnymi köttbullar (nie mylić z klopsikami z Ikei).