Zakładki:
#52books [2015]
#52books [2016]
#52books [2017]
Puszczam się w internetowy eter
RSS
środa, 13 listopada 2013

Trzynasty listopada. Nie piątek. A może niepiątek, skoro "nie" z rzeczownikami piszemy łącznie. Pięć stopni Celsjusza, wilgotność powietrza: 96%. Czyli że idziesz przez miasto, a jest mniej więcej tak, jakbyś szedł po dnie basenu. Tylko szybciej. Chociaż wiadomo, Kraków nie słynie z szybkości. Raczej odwrotnie, zdaje się. Szybko to tutaj tylko odjeżdża rano mój autobus z przystanku, kiedy stoję po drugiej stronie jezdni i czekam na zielone światło. I ceny biletów szybko idą w górę. Poza tym lekki marazm, chocholi taniec, walkman na rozładowujących się bateriach. W niedzielne poranki to ma swój urok. Szczególnie w takie słoneczne, jak ten ostatni. Można się snuć bezkarnie, gapić w górę. W środku tygodnia, kiedy mżawka oblepia twarz, średnio. Pewnie powinnam kupić wodoodporny eyeliner. Uniknęłabym takich kompromitacji jak ostatnio, kiedy spotkałam na zajęciach znajomego, którego nie widziałam od trzech lat z okładem, a po powrocie do szatni zobaczyłam w lustrze długą czarną kreskę na środku swojego czoła. A drugą na policzku. Jak Judyta w "Nigdy w życiu". Ale nie, zamiast tego kupię kawę na lotnisku i kolejny kaszmirowy szalik w Hebronie.

10.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Narracja tego blogu znowu zatacza koło: otóż jak rok temu chciałam przypomnieć, iż to ostatni dzwonek, by utrzeć ciasto na dojrzewający piernik. Oznacza to mniej więcej tyle, że do świąt zostało sześć tygodni. Słoneczny okres babiego lata chyba dobiegł już końca. Właściwie to w pewnym sensie mam nadzieję, że dobiegł, bo za niespełna dwa tygodnie zamierzam byczyć się nad Morzem Martwym bez kremu z filtrem, więc im większa rozbieżność termiczna, tym wyższa satysfakcja własna i gorętsza zawiść otoczenia, a skoro otoczenie i tak jest zawistne, to niech chociaż ma ku temu słuszny powód.

Przeminął Conrad Festival, z którego udało mi się wyłowić jedynie Bardzo smutny i zarazem bardzo dobry film Farhadiego, wczoraj w Bunkrze skończyła się całkiem niezła wystawa, w Kolanku poszły w górę ceny weekendowych śniadań, a ja czuję, że zawodzę w roli kronikarza. Może przydałby się (kolejny) świeży start, trochę mniej komfortu, więcej wyzwań, ruch.

P.S. Lofoty nie doczekały się jeszcze najkrótszej nawet relacji, ale za to Strasburg owszem.

20:18, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »