Zakładki:
#52books [2015]
#52books [2016]
#52books [2017]
Puszczam się w internetowy eter
RSS
niedziela, 30 grudnia 2012

Zostało mi wczoraj brutalnie uświadomione, iż jutro Sylwester, a samo uświadamianie zakończone było bezpardonowym komentarzem: „może byś wreszcie zdecydowała, co robisz?”. Jak to się dzieje, że 29 grudnia chodzi się po świecie z przeświadczeniem, że bieżącego roku zostało jeszcze co najmniej 6 dni? Nie wiem, nie mam pojęcia, proszę mnie nie pytać. Obawiam się natomiast, że ewentualna odpowiedź nie stawiałaby mnie w zbyt korzystnym świetle, sugerując poważne problemy z percepcją.

Podsumowania miały być 31., ale w tym roku chyba odpuszczę. Tak jak od kilku już lat odpuszczam noworoczne postanowienia. 2012 nie prezentuje się zbyt korzystnie, szczególnie że ustawił się między 2011, który, owszem, wypadł bardzo dobrze, a 2013, który rozpocznie się z przytupem, a następnie będzie tylko lepiej. To teoria sinusoidalnego ułożenia lat tłustych i chudych, w której pokładam wielkie nadzieje, choć póki co przechodzi dopiero fazę testów.

Sobie życzę, żebym po naciśnięciu klamki znalazła za drzwiami to, czego szukam, a Wam, żeby kolejny rok przyniósł to, na co czekacie.

Do siego roku!



20:10, home-made-london-fog
Link Komentarze (1) »
piątek, 28 grudnia 2012

Jest godzina 11.35. Siedzę w pociągu w stanie upojenia alkoholowego. Upojenia z dnia wczorajszego, żeby nie było, że piję od rana. To znaczy zasadniczo dzisiejszego, bo do rana to już owszem, z tego co pamiętam, w międzyczasie popełniając kilka niestosowności, za które jeszcze nie bardzo mi wstyd. Siedzę i cierpię, bo upojenie powoli przeradza sie w kaca.

A mogło być tak pięknie, mogłam odsypiać, przebudzając się jedynie celem uzupełnienia płynów. Naprzeciwko siedzi pan, na oko lat 26, buty na siedzeniu, Harry Potter w dłoni, chusteczki i power aid na stoliku, palec wskazujący w nosie. Jakby mój żołądek sam z siebie nie miał dość pomysłów, żeby się pozbyć treści.

Pięć dni u rodziców, nie pamiętam już nawet, kiedy ostatni raz aż tyle. Piec dni, sto dwadzieścia osiem uszek, osiemdziesiąt dwa filmy o tym, że rodzice strofują swoje dzieci wyłącznie z troski, ludzie są z natury dobrzy, a miłość istnieje i jest wieczna.

Pisanie jest jedyną czynnością, która nie pozwala mi zasnąć, mimo intensywnego bujania przy zawrotnej prędkości 30 km/h, może tylko nie powinnam tego puszczać w świat, ale trudno, niech będzie, wyślij.

Tagi: kraków PKP
12:07, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 grudnia 2012

Świat przetrwał, nic się nie rozwiązało, wyjaśniło i nadal będzie trzeba analizować, dumać i kombinować. Życie na dwa domy ma to do siebie, że w jednym zwykle nie bardzo widać nadchodzące święta. Siedzę więc pośród chaosu, stosów książek, których czytać się ostatnio nie chce, stert ciuchów, których składać nie chce się nigdy i układam w głowie plan, jak się tego wszystkiego pozbyć. Zlew brudnych naczyń czeka, okruchy na desce do krojenia niesprzątnięte po śniadaniu. Trzeba by to ogarnąć przed wyjazdem, a czasu nie zostało wiele. Ile? Sama nie wiem, nie sprawdziłam nawet pociągów.

Zatem święta. Życzę Wam tego, czego sami sobie życzycie. I spokoju oraz ograniczonej do minimum liczby niezręcznych pytań przy stole. A gdyby brakowało tematów do rozmów z dziadkami, pomocą służy krakowski ROPS.

Wesołych!

 

--- update ---

Dokładnie dwa lata temu walczyłam z rozsypanym po kuchni spaghetti, rok temu z walizką na lotnisku w Frankfurcie, a dziś ze sobą. Ogłaszam 22 grudnia dniem surrealistycznej walki.

12:44, home-made-london-fog
Link Komentarze (1) »
piątek, 21 grudnia 2012

Obecność Erosa Ramazottiego na liście do głosowania lp3 zadziwia mnie tak, że przebić mogłoby to chyba tylko nastanie końca świata przed północą.

Tagi: kraków
09:49, home-made-london-fog
Link Komentarze (7) »
czwartek, 20 grudnia 2012

Rankiem, bladym świtem, czyli w okolicach godziny 12, korzystając z okazji, że jedno z oglądanych mieszkań było w bliskim sąsiedztwie Kleparza, nabyłam por. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że przy -6 noszenie plastikowego woreczka w dłoni jakoś mnie nie przekonuje, por upchnęłam w eleganckiej, skórzanej torebce i tylko jakieś 10 centymetrów smętnie wystawało, a ja zdałam sobie sprawę, że przecież święta, prezenty, miałam iść do księgarni. Po chwili namysłu, czy ktokolwiek mnie poważnie potraktuje, jak ja z tym porem, uznałam, że będę zgrywać hipstera, a por to nowa alternatywa. Decyzja była to dobra, bo snujący się za mną tegoż pora zapach znacząco przyspieszył moje zakupy. Swoją drogą to ciekawe, że decyzję o przeprowadzce na drugi koniec Europy byłam w stanie podjąć w przeciągu jednego dnia, a już nad prezentami pod choinkę potrafię się namyślać przez 3 tygodnie. Chyba uczynię z pora stałe akcesorium zakupowe.

Mam więc już wszystkie prezenty, tata zameldował, że pierogi i uszka już ulepione, obłowiłam się pod Halą w bakalie, a wczoraj kupiłam lampki. I tylko gdyby ktoś dał mi wybór, to ja bym może te święta przespała, zakopałabym się pod kołdrą i kocami, obstawiła książkami i filmami, nabyłabym ze trzy butelki galicyjskiego grzańca i wymigałabym się. Skończył mi się już okres ochronny i babcie wróciły do otwartych zmagań celem ustalenia mojej aktualnej sytuacji matrymonialnej.

A moja aktualna sytuacja matrymonialna wygląda tak, że chyba zbyt szybko tymi rzęsami trzepotałam i teraz nie wiem, czy to dobry pomysł był, żeby tak trzepotać. Efekt motyla. Atak paniki. No ale może jutro będzie jednak ten koniec świata i się wszystko rozwiąże, wyjaśni, wyklaruje i nie będzie komu analizować, dumać i kombinować.

 

 

15:55, home-made-london-fog
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4