Zakładki:
#52books [2015]
#52books [2016]
#52books [2017]
Puszczam się w internetowy eter
RSS
środa, 11 grudnia 2013

Próbowałam zrobić przemeblowanie, ale bardzo mi nie wyszło. Okazuje się, że przy pierwszym ustawianiu mebli wybrałam obiektywnie najkorzystniejsze ich rozmieszczenie i nic się na to nie da poradzić. Jest to wniosek zarazem optymistyczny, gdyż najwidoczniej miałam kilka lat temu przebłysk logistycznego geniuszu, jak i wieje on, ten wniosek, smutkiem, bo pragnienie zewnętrznych zmian pozostaje niezaspokojone i nie pomogło nawet ścięcie włosów przed ostatnim wyjazdem. Siedzę więc i sączę czerwone. Na etykiecie stoi, że wytrawne, ale ja bym raczej powiedziała, że kwaśne i trącące siarką. Ale co się dziwić, jak powiedziałam pani, że szukam niedrogiego, to się zmartwiła, jak dodałam, że rozumiem przez to budżet co najwyżej piętnastozłotowy, to zamarła, a następnie zaproponowała mi kadarkę. Dobrze, że nie sophię. Siedzę więc i sączę w otoczeniu niezmienionym, mam niechęć do działań angażujących intelekt, a co gorsze mam też niechęć do jakichkolwiek działań. Niedługo zbutwieję zapewne, a potem rozdziobią mnie kruki, bo nieopatrznie zostawiłam otwarte okno nim jeszcze mi się wszystkiego odechciało. I rzeczywistość zaskrzeczy przy tym dziobaniu, jak sądzę.

19:08, home-made-london-fog
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 09 grudnia 2013

Historia kołem się toczy. A koło to jest błędne. Jedziesz, wracasz, odczuwasz ból fizyczny, który trudno nazwać albo choćby zlokalizować z całą pewnością, bukujesz bilety lotnicze, jedziesz, wracasz, nie umiesz powiedzieć, czego ci brakuje, jedziesz. Obecnie jestem w fazie między jednym a drugim "jedziesz" i stan ten jest bolesny. A im bardziej skracam przerwy między wyjazdami, tym bardziej kłują powroty. I tym bardziej na miejscu szukam wrażeń z wyższej półki, co, jak każdy korpoczłowiek wie, nie jest proste. Byłoby prostsze, gdybym umiała obywać się bez snu, ale ewidentnie albo się starzeję, albo jest zima, a to drugie wolałabym wykluczyć.

Rzecz jasna biadolę, gdyż jest poniedziałek i zimno, nie dlatego, że istnieją ku temu obiektywne przyczyny. Zbliża się połowa grudnia, w rmf classic jest tak:

 

A ja myślę tak:

21:10, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 grudnia 2013

Powroty do rzeczywistości bolą. Bolą tym bardziej, im dalej się popłynie. Nie tylko w kwestii kilometrów. Ostatnim razem po Bliskim Wschodzie wracałam do siebie jakieś dwa miesiące. Boję się, że teraz potrwa to jeszcze dłużej. Może dlatego, że tym razem biegłam w Palestynie do samochodu na izraelskich blachach, po którego obu stronach stali chłopcy z procami i kamieniami, a na chodniku paliły się kartony. Może dlatego, że szesnastolatek z zamaskowaną twarzą podstawił mi pod nos pocisk, pytając, czy wiem, co to jest. Może dlatego, że weszłam do domu, którego dwa piętra zostały wyburzone przy zakładaniu izraelskiego osiedla, a między gruzami nadal leżał niegdyś biały sandałek. Może dlatego, że kazano mi opróżnić bagażnik i otworzyć maskę, że zabrano telefon i paszport, a nie poproszono nawet o prawo jazdy. A może dlatego, że cały ostatni dzień upłynął na pożegnaniach, a w każde wplatało się mimowolnie "next time".

Znowu supełki się zacieśniły.