Zakładki:
#52books [2015]
#52books [2016]
#52books [2017]
Puszczam się w internetowy eter
RSS
środa, 31 grudnia 2014

Koniec, adieu 2014, było nam miło, ale nie będziemy przesadnie płakać przy rozstaniu. Solidnie namieszałeś, nie ma to tamto. Teraz będziemy składać kosmos ze szczątków. Mały więzień kalendarza i społecznych konwencji przewraca kartkę. A może już przewrócił trzy miesiące temu.

Pierwszy raz od dekady spędzam ostatni dzień roku poza Krakowem. Wczoraj przypomniał mi się zeszłoroczny Sylwester: Floriańska, jakieś wstawione małolaty, dym w Pauzie, czysta z wodą. I wyciąganie A. o 6 rano z imprezy tylko po to, żeby uniknąć smętnej samotności w trakcie spaceru przez Planty.

Ale ja chcę tańczyć, nie każ mi iść, dlaczego wyszłyśmy?

Oraz robienie korekty w Nowy Rok, po 4 godzinach snu i, zdaje się, wciąż pod wpływem.

 

W tym roku żaden deadline nie wisi mi nad głową.

19:50, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 grudnia 2014

Dobrze było tu nie być.

Ale nie jest też źle wrócić. Mimo że wyłączone przez 4 dni ogrzewanie zabrało całe kuselig, jakie pieczołowicie gromadziłam. To oraz zjedzona przez koty azalia.

 

***

Ten moment, kiedy przy -15 stopniach nie uznajesz za niezrównoważony pomysłu dwukilometrowego biegu po oblodzonych chodnikach. Do kina. W drugi dzień Świąt. Bo tramwaj odjechał sprzed nosa.

 

23:30, home-made-london-fog
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 grudnia 2014

O tym, że prokrastynacja w tym narodzie nie istnieje, niech świadczy fakt iż 22 grudnia świątecznego kiermaszu JUŻ NIE MA.

O 7:58 jest natomiast długa na 100 metrów kolejka pod sklepem mięsnym*.

 

Vivat pierwszy świat.

 

Strøm-Larsen

 

* Strøm-Larsen to najstarszy i ponoć najlepszy rzeźnik w Oslo. W tym roku obchodził 110 rocznicę istnienia. Szczycą się niewiarygodnym wyborem świeżych produktów, w tym dziczyzny. Prowadzą też własną fabrykę wędlin, wędzarnię, produkują pasztety oraz garmażerkę. Zatrudniają - również do pracy za ladą - ponoć wyłącznie wykwalifikowanych masarzy. W dobie masowych ubojni i powolnego zamierania fachu - miejsce warte uwagi.

Strøm-Larsen
Strøm-Larsen
Strøm-Larsen
Strøm-Larsen
00:51, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 grudnia 2014

sunrisehour09:18        

sunsethoursymbols15:12

 

Dzień już krótszy nie będzie. Pięć godzin, pięćdziesiąt trzy minuty i pięćdziesiąt pięć sekund.

 

Wolną niedzielę przed ostatnim przed świętami roboczym poniedziałkiem rozpoczęłam od zmiany ustawień swojego konta google, po tym jak zobaczyłam historię moich lokalizacji. Przez Berlin, Amsterdam, Kapsztad, Skawinę, Brukselę, Wrocław, Warszawę i Rabkę. Nie, nie mam obsesji na punkcie nieustannie śledzącego mnie satelity. Ale jest jakiś dyskomfort w świadomości, że anonimowość i prywatność w swoich pierwotnych znaczeniach przestały istnieć, przynajmniej w naszej części świata.

Następnie zaś pochłonęła mnie lektura artykułu Roberta Sieworka w Dwutygodniku. Artykułu, który traktuje o ironii pokolenia Y, do którego, chcąc nie chcąc, autorka tego blogu i, jak mniemam, gros jego odbiorców przynależy. Artykułu skłaniającego do autokrytyki. Mówię to z pozycji zawziętej ironistki (a imię jej czterdzieści i sarkazm), która w prywatnych rozmowach nie raz już przyznawała, że jej własna szydera jest żałosną próbą samoobrony przed emocjonalnym obnażeniem. Jednocześnie mówię to z pozycji osoby, która pytanie Why do you always have to be so serious? przyjmuje jako chleb powszedni, która regularnie za bardzo się angażuje, która obiecuje sobie pracę nad strategią kaczki ("niech po mnie spływa"), tylko po to, by pięć minut później emocjonować się niesprawiedliwością, nieprawością i niepoprawnością.

Mówię to z pozycji osoby, która czuje się zażenowana i speszona za każdym razem, kiedy publikuje w internecie coś, co może świadczyć o braniu życia na poważnie.

czwartek, 18 grudnia 2014

sunrisehour09:16        

sunsethoursymbols15:11

 

Przeżywam fazę ślepego zauroczenia. Biblioteką publiczną. Mam ochotę nazwać to miłością od pierwszego wejrzenia. Rejestracja przez internet. Rezerwacja książek przed odebraniem karty. Smsowe powiadomienie, że książki są gotowe. Samoobsługowy system wypożyczania: zarezerwowane materiały trafiają na półkę "do odbioru" wraz z numerem referencyjnym podanym w smsie, czytelnik podchodzi do komputera, skanuje kod kreskowy ze swojej karty, potwierdza logowanie pinem, a następnie przesuwa książki przez magnetyczny czytnik. Prolongaty dokonuje się jednym kliknięciem dla wszystkich materiałów, z domu. A zwrot wygląda jak odbiór, z tym że pozycje dzieli się od razu na te, które trafiają z powrotem na półkę, oraz takie, na które ktoś czeka. Osiedlowa filia ściąga materiały w przeciągu dnia lub dwóch z całego miasta, co obejmuje także Bibliotekę Narodową, bez dodatkowych opłat i komplikacji, więc księgozbiór jest w praktyce bardziej rozbudowany, niż ten biblioteki na Rajskiej. Aha, biblioteka znajduje się 450 metrów od mojej kamienicy.

Dziękuję za uwagę. Zakochani ludzie tak już mają, że nierzadko serwują monotematyczny bełkot.

00:49, home-made-london-fog
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3