Zakładki:
#52books [2015]
#52books [2016]
#52books [2017]
Puszczam się w internetowy eter
RSS
wtorek, 22 grudnia 2015

Dwa dni w pracy do przerwy świątecznej. Oslo w okresie Bożego Narodzenia pustoszeje. Wyludnia się zupełnie. Zdecydowana większość restauracji i kawiarni rygluje swoje podwoje i ogłasza sezon urlopowy. Imigranci zarobkowi wyjeżdżają do domu, tutejsze "słoiki" do rodzin, szczególnie na zachodnie wybrzeże i północ, a oslowianie z dziada pradziada - do swoich hytte (tłumaczonych na polski jako "chaty" lub "kabiny" - to ostatnie, zdaje się, to dosłowne tłumaczenie z angielskiego - ale pojęcie to jest nie do końca przekładalne; oznacza ono oryginalnie budynek stawiany jako domek sezonowy lub robotniczy na terenach, do których dotarcie zajmuje sporo czasu, a obecnie kojarzone jest przede wszystkim z domkami letniskowymi na odludziach, w otoczeniu natury - lasu, jeziora, gór lub morza. Często bez prądu i zasięgu GSM).

Wyludnione Oslo to wizja raczej depresyjna, a co najmniej nieszczególnie pociągająca, dlatego od jakichś dwóch miesięcy toczyły się w gospodarstwie domowym dyskusje, co by tu zrobić, aby się z nią nie konfrontować. Wolnego jest niewiele, więc na wstępie wykluczone zostały eskapady wymagające skorzystania z transportu lotniczego. Następnie przeanalizowane zostały możliwości wynajęcia hytte od DNT, czyli lokalnego odpowiednika naszego PTTK, ale to przedsięwzięcie nad miarę skomplikowane logistycznie w przypadku opadów śniegu, gdyż do większości hytte dostać można się wówczas wyłącznie... na nartach. Pomyślałam więc: może góry? Autobus z dworca autobusowego w cztery-pięć godzin zawiózłby nas do samego centrum Geilo (takie miejscowe Val Di Sole), a wyciągi narciarskie są nie dalej niż 300 metrów od większości hoteli. Ceny w okresie świątecznym idą tam jednak w górę nie o 20-30, a 200-300%. Przy czterech dniach wolnego, doliczając dojazd, taki wypad mija się z celem.

Więc co, zostajemy w Oslo? Objadamy się uszkami z barszczem na 24 metrach kwadratowych i po raz pierwszy od lat żałujemy, że nie mamy telewizora? Stawiamy na powierzchowną integrację w społeczeństwo i w Wigilię o 23 uprawiamy jogging, żeby spalić to, co dobrze jeszcze w żołądku się nie uległo? Nie, nie oraz nie. Choć każda z tych opcji mogłaby się wydać kusząca. W zamian w wigilijny poranek łapiemy autobus do Szwecji. W Göteborgu ponoć wszystko w Święta otwarte. Wszystko poza sklepami monopolowymi, więc na uzupełnienie zasobów liczyć nie możemy. Bo w Skandynawii kto zawczasu nie myśli, ten w Boże Narodzenie nie pije. Amen.

środa, 16 grudnia 2015

Sierpień, wiatr szarpie brzozy koło kościoła na Włodarzewskiej. Sypki szum coraz suchszych liści.

M. Cichy, Zawsze jest dzisiaj

Dla tych, którzy w tym roku chcieliby przeczytać jeszcze jedną książkę, ale czasu mało, pracy dużo, pierniki do upieczenia, pierogi do ulepienia, kurze do wytarcia - Michał Cichy, Zawsze jest dzisiaj. Marzy mi się, żeby ktoś napisał o Krakowie tak, jak on zrobił to z Warszawą. Gdyby spojrzeć na to z boku, są to bajania właściciela psa, który włóczy się po dzikich ścieżkach wzdłuż torów, zapuszczonych ogródkach działkowych, chaszczach i zaułkach. Nie ma tu mrożącej krew w żyłach historii ani trzymającej w napięciu akcji. Jest opis. Opis pełen zapomnianych słów, onomatopei, błyskotliwych porównań. Opis bliski perfekcji, pełen światła, dźwięku i zapachu. Niezwykła przyjemność lektury. zgubiony wieczór lub dwa.

środa, 09 grudnia 2015

Każdy pracownik handlu detalicznego wie, że kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem to okres złoty dla firmy i czarny dla niego samego. Norwegowie jako naród zapobiegliwy zakupy świąteczne robią co najmniej od połowy listopada. Wielu z nich gromadzi mniejsze i większe prezenty już wcześniej. Ciągle żywą tradycją są tu kalendarze adwentowe, z tym że nie te nasze, polskie, uproszczone przez producentów czekolady (i wyrobów czekoladopodobnych). Tutaj każdy dzień to mały bądź większy prezent, z kumulacją 24. grudnia. Część rodziców wykorzystuje to jako metodę wychowawczą, wyznaczając domowe obowiązki, które muszą zostać zrealizowane, aby móc otworzyć okienko kalendarza. Większość społeczeństwa jednak kultywuje tradycję w bólach, lamentując nad koniecznością znalezienia X podarków dla Y osób.

Z tej perspektywy może polskie zakupy świąteczne wydadzą się błahostką?

Wieczorem pieczony będzie piernik. Żeby dojrzał. I będzie to prawdopodobnie koniec przygotowań w naszym gospodarstwie domowym. Co więcej, gospodarstwo domowe chciało wyruszyć w świat na te wytęsknione cztery wolne dni z rzędu, z piernikiem w plecaku, ale czasu na planowanie w gospodarstwie nie ma, więc zdaje się, że na mrzonkach się skończy. Pozostanie liczyć na to, że pogoda dopisze i wszystkie wyciągi narciarskie zostaną wreszcie otwarte.