Zakładki:
#52books [2015]
#52books [2016]
#52books [2017]
Puszczam się w internetowy eter
RSS
czwartek, 28 marca 2013

Tramwaj nocny. Trasa z zadupia do niezadupia.

Osoby: Pan Dres, Pani Dres.

Pan Dres: Masz bilet?

Pani Dres: Nie mam. Jak kupię to mi nie starczy na fajki.

Pan Dres: Kupuj bilet, nie gadaj, w domu mam cienkie.

Pani Dres: W dupie mam cienkie, pierdolę bilet, muszę mieć na szlugi.

Pan Dres: Jak ty się w ogóle zachowujesz?! Co ty odstawiasz?! Kupuj bilet a nie pierdol!

Kurtyna.

Tagi: kraków
01:40, home-made-london-fog
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 marca 2013

Absolutnym hitem tego weekendu ogłaszam wczorajszą imprezę-niespodziankę dla mojej Babci z okazji jej 85. urodzin, szczęśliwie nieprzypłaconą zawałem serca, choć chyba było blisko.

Porcje opiekanych ryb: 4.

Kawałki tortu: 2.

Jednostki alkoholu: liczne.

Cenna rada przed wyjazdem do sanatorium: 1.

Ale za to wielce użyteczna. A więc uwaga, Drogie Panie, jeśli wybieracie się do wód, pamiętajcie o jednym: wrócić można z kimkolwiek, byle nie z narciarzem. Niech ma bajpasy i sztuczną zastawkę, niech będzie po piątym zawale, niech niedosłyszy albo niedowidzi, niech kamienie nerkowe nie dają mu spać, niech ma wrzody na żołądku, byle nie powłóczył nogami! To gwarantuje ponoć udany telemark.

19:27, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 marca 2013

Zgodnie z postanowieniem, że muszę odpocząć, prosto po pracy lecę na Długą, kupuję tubkę farby i butelkę wody utlenionej, potem biegnę pod Jaszczury, po drodze kupując dwa ciastka owsiane w małej piekarence, w której terminalu nie będzie jeszcze pewnie przez co najmniej dekadę. Ciastka smakują jak cyrk. Nie wiem, co to znaczy, nie wiem, jakie są składniki ciastek, nie wiem, co takiego jadałam w cyrku jako dziecko. Wiem tylko, że smakują jak cyrk, to bezsporne. Może to podprażony sezam albo ziarna słonecznika, które mają posmak ryżowych kulek albo przypalonego popcornu. Nie wiem, a chciałabym wiedzieć, bo wówczas mogłabym się przenosić do cyrku na zawołanie. Po nabyciu piekarnika, rzecz jasna, ale nie wdawajmy się w szczegóły. Zatem kupuję dwa owsiane ciastka, dokładnie tyle drobnych udało mi się wyłuskać w portfelu: złoty dwadzieścia. Ciastka są duże, warte każdego z sześćdziesięciu groszy, na które ktoś je wycenił. Śnieg zacina mi w twarz, kiedy pędzę, spóźniona, Sławkowską. Tusz wodoodporny, przetestowany w warunkach załamania nerwowego, więc śnieg mnie zasadniczo nie wzrusza, bardziej koncentruję się na cyrkowej arenie oraz na odmarzających palcach u stóp.

Wpadam pod Jaszczury, pyk-pyk-py-pyk, wystukuję krótką wiadomość tekstową, że do drugiego rzędu się nie przecisnę. Bzzzyt-bzzzyt, dostaję odpowiedź, żeby spróbować od lewej, krzesło przytrzymane. Więc najdyskretniej jak mogę lawirują między ludźmi i krzesłami. Siadam, zsuwam rękawy płaszcza, jest mi ciasno, niewygodnie. Na podeście, na gustownym szezlongu siedzą Olszewski, Kolanko i Biel. Weszłam w połowie dyskusji, może dlatego z trudem się skupiam. W ramach Mediatorów zorganizowano debatę Od jedynki do pierwszego, proza życia, czyli z czego żyć, jak się chce pisać. Chyba jesteśmy z M. najstarsze wśród słuchaczy i być może jako jedyne traktujemy idiksowe mrzonki jako miłe wspomnienia tudzież niewyraźne plany na nieokreśloną przyszłość, ale z pewnością nie jako aktywną teraźniejszość i nie konkretną wizję na jutro. Pewnie dlatego po półgodzinie uznajemy, że dość słuchania banałów i już lepiej iść farbować te włosy.

M. pilnie wyciska, miesza, nakłada. Maluje mi przy okazji nos i biały stolik z ikei, ale z pierwszego się zmyje, a o drugi przesadnie nie dbam. Spłukuję farbę, podnoszę głowę, patrzę w lustro i mówię: Dobry wieczór, dawno pani nie widziałam?

Suszę włosy i lecę na gołąbki. Bo prawdziwa gościnność na nowo kryje się w gołąbkach, a nie w sushi. I myślę o gołąbkach mojego dzieciństwa, o sosie pomidorowym nie do podrobienia i o jedzeniu ze spodków, bo to tak tylko, na próbę, dwa kęsy, nie będziemy was objadać, nie, nie, nie nakładaj wujku.

Kiedy wychodzę, śnieg sypie jeszcze mocniej. Warstwa jest gruba, puszysta, niezdeptana, nierozjeżdżona. Mam wielką ochotę zrobić orzełka i hamuje mnie przed tym chyba tylko fakt, że jestem sama na środku jednego z krakowskich osiedli i dochodzi pierwsza. Na chwilę zapominam, że jest połowa marca i ogólnie rzecz biorąc to domagać należy się słońca, wiosny, krokusów. Jest cudownie cicho, tak cicho, że trudno uwierzyć, że to raptem 15 minut spaceru do Rynku. Dopiero po Halą spotykam pierwszych ludzi, stoją w kolejce po kiełbaski, które - o ile dobrze słyszałam - pobiły obwarzanka w plebiscycie na krakowski przysmak. Stoją w kolejce, przypomnę, o pierwszej w nocy, w śniegu, w środku tygodnia.

Ja nie stoję, ja drepczę dalej, zostawiam za sobą głębokie ślady w białej warstwie, nie czuję mrozu. Jest noc, jest spokój, są z powrotem moje włosy.

środa, 13 marca 2013

Pobiwszy swój rekord w zapętlaniu się z nadmiaru idei symultanicznych poprzez zarezerwowanie lotu w odwrotnym kierunku od pożądanego, siedzę i myślę, jak by to przeorganizować, co prowadzi do tego, że znów się zapętlam. Sytuacja nie jest dramatyczna, gdyż zabukowany bilet miał być de facto tylko przedłużeniem wywczasu (co zresztą wciąż nie jest wykluczone), ale. Przewodnik łypie na mnie ze stolika, niestety czytanie idzie nader opornie, gdyż ostatnimi czasy poranne przejażdżki autobusem przeznaczam na dosypianie. Czekam na dzień, w którym obudzę się na pętli. Dosypiania o mało ostatnio słono nie przypłaciłam i to w sensie jak najbardziej dosłownym. Z racji, iż miesięczny skończył mi się w czwartek, postanowiłam wstrzymać się z zakupem nowego do poniedziałku, a w piątkowy poranek, zakupiwszy bilet 20-minutowy i trzymając go w ręce rozsiadłam się w najlepsze pod oknem i zasnęłam. Ocknęłam się trzy przystanki później, z nieskasowanym biletem w dłoni i rzuciłam się w popłochu go kasować, po to tylko, by jakieś 40 sekund później z przodu pojazdu usłyszeć głos: Proszę zablokować kasowniki, kontrola biletów. Jak głosi mądrość ludu: głupi ma zawsze szczęście.

 

Ponadto: formułowanie niektórych zdań jednokrotnie złożonych, wymaga więcej energii i czasu, niż przygotowanie tekstu na rozkładówkę. Dorosłam za to ostatnio do przekonania, że warto.

23:38, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 marca 2013

Dzień dobry, chciałam tylko powiedzieć, że 2013 jak dotąd spełnia pokładane w nim nadzieje i daje radę. W miejscu wspomnianego wcześniej wkurwu, który już minął, w związku z czym od 3 dni nie biegłam nigdzie dalej niż do autobusu, występują: niedobór snu, obfitość używek oraz feeria wydarzeń towarzyskich. Biomet niekorzystny, a co za tym idzie objawy syndromu dnia następnego można z łatwością zrzucić na ciśnienie atmosferyczne. A jak niskie ciśnienie, to i senność, więc wszystko racjonalnie uzasadnione. Dziękuję za uwagę, miłego wieczoru, dobranoc.

17:02, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2