Zakładki:
#52books [2015]
#52books [2016]
#52books [2017]
Puszczam się w internetowy eter
RSS
niedziela, 22 marca 2015

Drugi dzień kalendarzowej wiosny. Pierwszy od miesiąca dzień zimy za oknem. Jutro sytuacja ma ponoć wrócić do normy. W rytm wirujących białych płatków odbywało się słuchanie Winter Wonderland i leniwe się snucie. Kanapa zdaje egzamin przydatności. Towarzystwo dopisuje. Owsianka z malinami smakuje jakby lepiej.

22:51, home-made-london-fog
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 marca 2015

Pierwsze piegi i pierwsze wagary. Błogość w pełnym słońcu. Wspomnieniami łatwiej wracać do dni, kiedy zasady się nagięło, niż do tych, w które się ich przestrzegało.

23:00, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 marca 2015

Wczoraj narty, dzisiaj rozpięta skórzana kurtka. Oslove.

 

13:17, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 marca 2015

Jedną z zalet mieszkania w Oslo jest bliskość stoku narciarskiego. Jest on, powiedzmy, odpowiednikiem naszej Kotelnicy, z najdłuższą trasą długości ok. 1,5 km. Szału nie ma, ale na kilka godzin jazdy wystarcza. Oczywiście jest on traktowany po macoszemu i przez wielu wyśmiewany, co przypomina mi o plaży na Lido w Wenecji - równie pogardzanej, szczególnie przez Włochów z południa. Rzecz jasna można narzekać, bo i jedno i drugie ma swoje wady. Ale ma to tyle sensu, co tęskne wspominki falafeli z Jerycha kiedy o 4 nad ranem wracasz z imprezy i MUSISZ coś zjeść. Stawiam więc na gloryfikację małych przyjemności w sytuacjach zero-jedynkowych. Tak jak po wykładach na Ca' Foscari wsiadałyśmy z A. na vaporetto i po półgodzinie mogłyśmy zakopywać piwo w mokrym piasku żeby się nie grzało, tak dzisiaj korzystając z wolnego poranka podjechałam metrem kilka przystanków i przez dwie godziny delektowałam się niemal pustym stokiem skąpanym w cudnym, marcowym słońcu.

W drodze powrotnej usiadły na przeciwko mnie dwie pięciolatki. Grupa przedszkolna wracała z wycieczki po lesie. Nie minęło więcej niż 30 sekund zanim ta bardziej śmiała zaczęła mnie zaczepiać.

A jak masz na imię? A ja mam na imię Rone, a ona Hadżi. A jesteś Norweżką? A jakim językiem jesteś? A Hadżi mówi po arabsku, i po norwesku też, bo się nauczyła tutaj. Ona jest z Erytrei. A to są narty slalomowe? A długo już mieszkasz w Norwegii? A gdzie mieszkasz? Masz dom? A masz mamę i tatę? A masz siostrę? A jak ma na imię twój brat? Mikał? A co będziesz robić popołudniu? A to naprawdę są narty slalomowe? Lubię kolor twoich butów. A dużo razy byłaś na nartach wcześniej? A ja wiem, że w Polsce jest dużo gór i dużo śniegu. A byłaś już kiedyś tutaj? A ile masz lat? A gdzie będziesz wysiadać?

I nic przez ostatnie tygodnie nie sprawiło, że poczułam się równie z siebie dumna, jak 20-minutowa, niezakłócona niczym konwersacja z pięciolatką.

20:19, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 marca 2015

Dzień Kobiet rozpoczął się śmiercią blendera. Śmiercią, której nic nie zapowiadało. I kiedy już gotowa byłam uznać to za niechybny znak, że dalej będzie tylko gorzej, pojawił się plan pójścia na sanki. Co prawda w centrum wiosna w pełni, 10 stopni, słońce i marcujące koty, ale na Korketrekkeren ("Korkociąg") warunki wciąż znośne. Co prawda najstarsze sanki na świecie pochodzące z ok. 6500 roku przed naszą erą zostały znalezione w Finlandii, a nie w Norwegii, ale miejscowi też nieźle sobie radzą. Najpopularniejsza w mieście trasa saneczkarska ma 2 kilometry, a na jej końcu wystarczy wsiąść do metra by po paru minutach znaleźć się na linii startu. Różnica wysokości to 255 metrów, więc jest się gdzie rozpędzać. A frajdy jest w tym tyle, że można spokojnie zapomnieć o przemakających butach.

Tak więc: kombinezon, kask, sanki, a następnie ciemne piwo i gulasz z dziczyzny - wzniosłam się na wyżyny swojej kobiecości.

Na koniec dnia zaś ożył blender.

23:48, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2