Zakładki:
#52books [2015]
#52books [2016]
#52books [2017]
Puszczam się w internetowy eter
RSS
wtorek, 26 kwietnia 2016

Trudno uwierzyć, że kwiecień już się prawie wyczerpał. Nie zauważyłam kiedy. W piątek posadziłam na balkonie kolendrę i bazylię, myśląc, że i tak już dość późno, a temperatury od co najmniej trzech tygodni utrzymywały się w normie. W sobotę spadł śnieg. Witamy w Oslo.

Gospodarstwo domowe powróciło do pomysłu przeprowadzki. Poszukiwania nowego lokum nie ułatwiają wymagania wstępne: blisko centrum, ładne i tanie (hem hem). Zakłada się więc, że proces będzie długotrwały i uzależniony od łutu szczęścia. Jako najkorzystniejsze rozwiązanie zrodził mi się w głowie pomysł przekucia się przez ścianę do sąsiadów i zajęcie od niech jednego pomieszczenia. Zero przeprowadzki, większy metraż, dobra lokalizacja i balkon. I wszyscy mogliby być zadowoleni. No, może prawie wszyscy.

12:08, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 kwietnia 2016

Czas leci, już kwiecień, a przecież dopiero co byłam w Polsce (tj. na początku lutego). Wiosna w Oslo jest jakaś niedorozwinięta.Niby na chwilę się pokazała, ale po tygodniu odeszła. Teraz słońce z trudem przebija się przez chmury, a ja codziennie zmagam się o poranku z dylematem "płaszcz zimowy czy skóra".

Przyszły weekend spędzamy na Bygdøy, na zbudowanej przez znajomego łodzi-saunie (takie są widoki z dachu), co jest powtórką z moich zeszłorocznych urodzin i prezentem zdecydowanie lepszym niż pudełko czekoladek. Dwa dni przed tym, jak zostałam o tym poinformowana, sama sprawdzałam, czy są jakieś wolne terminy. Jak to się w naszym gospodarstwie mawia: Great minds think alike. Albo po prostu robimy się sentymentalni.

Prowadzę w głowie odliczanie. W tym momencie wyświetla się "5". Pięć dni do zakończenia półtoramiesięcznego stanu zawieszenia, który, choć przerwany moim tygodniowym pobytem na dalekiej Północy, zasługuje już na finał.

Kiedy babcia pytała mnie, gdzie to tę Wielkanoc spędzam i odparłam "na Północy, jeszcze dalej od Oslo niż stąd do Krakowa", w odpowiedzi spotkała mnie chwila ciszy, a następnie lekko zakłopotane "przepraszam, że tak pytam, ale w jakim kraju, Kochanie?". No więc w kraju Norwegia, za 69 równoleżnikiem, na farmie, w otoczeniu gór i z widokiem na fiord. Choć zobaczenie zorzy polarnej było na mojej bucket list (czy naprawdę nie istnieje lepsze tłumaczenie, niż "lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią"?), nie robiłam sobie wielkich nadziei, bo w zasadzie koniec marca to już nie sezon. Ale nawet poza sezonem zdarza się ją zaobserwować.I każdy, kto twierdzi, że na zdjęciach zorza wygląda lepiej, niż w rzeczywistości, musiał widzieć coś zupełnie innego, niż my. Jedna z najbardziej magicznych rzeczy, jakich kiedykolwiek doświadczyłam, zielone igiełki tańczące na niebie, układające się w fale i spirale, a zza nich, jakby na obrzeżach, próbujące się przebić róż i fiolet. Zadzierasz głowę i nie możesz oderwać wzroku, a one przeskakują - z południa na północ, ze wschodu na zachód i rozjaśniają te części nieboskłonu, które jeszcze chwilę wcześniej były tylko czernią.

Lyngen_802 

16:08, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »