Zakładki:
#52books [2015]
#52books [2016]
#52books [2017]
Puszczam się w internetowy eter
RSS
poniedziałek, 22 czerwca 2015

Grzmi. Pierwszy raz od dziewięciu miesięcy. Białe kreski deszczu odcinają się na tle popielatego budynku naprzeciwko, padają pod kątem 45 stopni. Moja kolendra obędzie się dziś chyba bez kranówki.

Toczę ostatnio naprzemiennie walkę z sobą i z norweskim. Trudno powiedzieć, która jest bardziej beznadziejna. Motywacja najprawdopodobniej wyjechała na urlop, na który ja nie mam co liczyć do jesieni. Właściwie to zasłużyła, bo trochę się naharowała przy moim grafiku z ostatnich miesięcy. Niech wypoczywa. I niech wraca szybko, bo tęsknię.

 

13:10, home-made-london-fog
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 czerwca 2015

Ułamek sekundy nieuwagi wybija mnie do krótkiego i, jak sądzę, niezbyt efektownego lotu zakończonego spotkaniem twarzą w asfalt. Przez chwilę leżę i zastanawiam się, czy kość policzkowa jest w jednym kawałku. Jest, wstaję, trochę chwiejna, ale widzę przerażenie w oczach i drżące dłonie zbierające ze środka ulicy zawartość mojej torebki, więc zbieram się w sobie, yes, I'm fine, no worries. Rower cały, autobus na lotnisko nie zaczeka, szkiełko w zegarku pękło, inne szkiełko wpełzło mi pod skórę dłoni.

 

 

12:59, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 czerwca 2015

W Oslo nie robi się już całkiem ciemno od mniej więcej tygodnia. Słońce niby zachodzi, ale nie, ciemno nie jest. O ile zimą zdarzało mi się budzić o 9 z przekonaniem, że jest środek nocy, o tyle od dwóch dni za sprawą zepsutych żaluzji otwieram oczy od trzeciej nad ranem średnio co 20 minut z myślą, że zaspałam do pracy. Światło wyczekiwane, światło utęsknione, światło znienawidzone. Mózg zupełnie się w tym nie łapie, pijane dziecko we mgle. Poproszę o instrukcję obsługi: nastawianie zegara biologicznego.

W tamtym tygodniu widziałam w sklepie gumę do skakania i w myślach zaczęłam odtwarzać "poniedziałek, wtorek". Na kolankach. Do skuchy. Wyszły z cienia wspomnienia spod trzepaka, chociaż trochę wybrakowane. Mam gdzieś nawet zdjęcie sprzed prawie dwóch dekad jak skaczę na balkonie w Zakopanem w czasie wakacji, ubrana w kolarzówki z Królem Lwem i przykrótki top. Po gumę może jeszcze wrócę, byłaby w sam raz na następny road trip albo pod namiot. Mało miejsca, dużo endorfin, tak to widzę.

 

P.S. Od dwóch dni moim największym marzeniem jest domowy obiad przygotowany cudzymi rękami. Z cyklu ziemniaki, marchewka z groszkiem, kotlet w panierce. Propozycje proszę wysyłać na priv.

13:51, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »