Zakładki:
#52books [2015]
#52books [2016]
#52books [2017]
Puszczam się w internetowy eter
RSS
sobota, 20 lipca 2013

Jakby co, to Tel Aviv poszedł w eter.

09:04, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 lipca 2013

Jest takie miejsce w Jerychu, w samym centrum nowego miasta, tuż obok przystanku, na którym arabskie busy wysadzają pasażerów z Hebronu, niewielki bar, w którym falafel kosztuje trzy i pół szekla. Nie byłoby w tym nic szczególnego, falafele sprzedaje się w Palestynie na każdym rogu, choć ceny bywają różne. Nie byłoby nic szczególnego, gdyby nie fakt, że można tam zjeść prawdopodobnie najlepszy a zarazem najtańszy falafel w kraju. Porównanie mam spore, gdyż przez 10 dni głównie nimi się żywiłam. W Jerozolimie na przykład prawie równie dobre można dostać za sześć pięćdziesiąt niedaleko Bramy Damasceńskiej, po drugiej stronie ulicy Sultan Suleyman, koło stacji autobusowej, po prawej od przejścia dla pieszych, tylko wieczorami. Podkreślam: prawie. Za to wśród dodatków są kwaśne ogórki, których nie spotkałam nigdzie indziej.

Ale wracając do Jerycha: to bardzo ważne, żeby dobrze sobie to miejsce wyobrazić i ten obraz w głowie utrwalić, bo mapy miasta próżno by szukać na google maps, a sam bar nie ma szyldu z nazwą. Więc stoisz na chodniku, po lewej, na rondzie, jest minibiuro informacji turystycznej, do którego swoją drogą warto się udać, bo przemiłe dziewczyny władające biegle angielszczyzną wiedzą o regionie chyba wszystko i chętnie się tą wiedzą dzielą. Więc po lewej biuro, na wprost targ z chińszczyzną, po prawej bar. Wchodzisz do środka, wnętrze pełne jest mężczyzn, którzy siedzą i niespiesznie jedzą swój humus, zagryzając świeżymi pitami. Po prawej na wielkiej patelni właściciel smaży złociste kulki falafeli, po lewej, za szybą, cała gama świeżych dodatków: sałaty, papryki, humus, czerwona kapusta, bakłażany, cebula. Mężczyzna za barem uśmiecha się szeroko i pyta, których dodatków sobie życzysz. Na moje "a bit of everything" uśmiecha się jeszcze szerzej, bo Nowozelandka, która stała przede mną, strasznie przebierała. "Hot?", "Hot". A już sądziłam, że to był najszerszy z możliwych uśmiechów, ale nie, jeszcze się da, jeszcze można bardziej. Wręcza mi pitę wypełnioną po brzegi, humus i kulki falafela są jeszcze gorące, cudownie współgrają z całą resztą. Jem i mimowolnie wydaję z siebie dźwięki rozanielenia. A kiedy kończę, chciałabym zamówić jeszcze jeden, ale jestem tak pełna, że nie dam rady.

A dziś żałuję, że nie wzięłam jeszcze jednego. Choćbym miała pęknąć. Za te wszystkie przepłacone falafele z Tel Avivu za siedemnaście szekli, które nie umywają się nawet do tego, co serwuje się w Palestynie.

I z tego żalu kupiłam chlebki pita, zrobiłam musabbahę, spędziłam w kuchni ponad godzinę, grillując bakłażany, a wszystko to tylko po to, żeby pomyśleć, że trzeba rozejrzeć się za biletami do Izraela.

sobota, 13 lipca 2013

Kochany pamiętniczku, dzisiaj napisałam swój pierwszy esej po norwesku. Esej liczy 250 słów i jest bardzo wyrafinowany, opowiada bowiem poruszającą historię dwóch dziewczynek, które poszły na zakupy do Galerii Krakowskiej, gdzie kupiły całe mnóstwo rzeczy, poza jedyną, po którą się wybrały. Przyznają Państwo, bardzo życiowe.

Prowadzący zapowiedział, że po dwudziestym błędzie dalej nawet nie czyta.

Ponadto nie dzieje się nic godnego utrwalania, choć w istocie dzieje się aż za wiele. A gdyby jeszcze do tego doliczyć pomysły przewalające się stadami przez moją głowę, to by internetów nie starczyło.

Podsumowując: coraz bliższa jestem radykalnych zmian.

18:48, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 lipca 2013

Nowy, pachnący, blisko pięciusetstronicowy przewodnik leży koło mojego łóżka. Zamiast wertować, planować i rozważać, maluję paznokcie, oglądając Mad Men. Odcinek mi się przycina, powieki opadają, a jedyny powód, dla którego jeszcze nie śpię, to próba uniknięcia przebudzenia ze wzorkami z pościeli odciśniętymi na niedoschniętym lakierze. Jestem niewyspana, zmięta, wypruta. W prawej części czaszki - z perspektywy mojej własnej, nie widza umiejscowionego poza moją głową - czuję od czterech dni nieustanny niemal ucisk, a panowie remontują pod moim oknem ulicę. Zastanawiam się, który to już raz w tym roku. Ale jeszcze będzie przepięknie. Jak tylko się wyśpię, jak otworzę przewodnik na odpowiedniej stronie, jak zacznę przesuwać palec po mapie.

00:43, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »