Zakładki:
#52books [2015]
#52books [2016]
#52books [2017]
Puszczam się w internetowy eter
RSS
środa, 25 września 2013

Rok temu jeździłam do Berlina, chodziłam na wystawy i frustrowałam się szukaniem pracy. Obecnie jeżdżę na Prądnik, chodzę na lancz i frustruję się pracą. Właściwie constans. Pogoda nie jest najgorsza jak na ten moment roku i dostałam nowe biurko, przy oknie. Oglądam sobie Kraków z jedenastego piętra, mam widok na Walew i szkieletor oraz Tatry w tle, awans społeczny. 

Ostatnio w radiu dzieci miały opowiadać o tym, czym zajmują się ich rodzice i większość z nich mówiła, że mamusia "pracuje na komputerze". Zaczęłam się zastanawiać, jak wytłumaczyłabym pięciolatkowi, co robię między 8:30 a 17:00 i przyznam - nie mam pojęcia. Nie że nie mam pojęcia, co robię (choć i to czasem), tylko nie mam pojęcia jak wytłumaczyć. Zresztą nie do końca potrafię to nawet wyjaśnić dorosłym.

Z najważniejszych:

1. Lofoty są boskie, postaram się tę myśl w najbliższej przyszłości rozwinąć. Fajne są też hot tuby na najwyższych pokładach rejsowych statków, szczególnie przy temperaturze powietrza nieprzekraczającej 15 stopni. Oraz podwójne wschody słońca. I tropikalne plaże przy okołobiegunowych warunkach termicznych. Nie mówiąc już o dziurach, kiedy na pytanie o autobus słyszy się kpiąco-dobrotliwe: był jeden w tamten wtorek.

2. Na narty we francuskie Alpy, ą fą fą.

 

Ponadto: mam społeczne obowiązki, które stawiają mnie w niezręcznych sytuacjach i sprawiają, że czuję, jakbym oblewała egzamin. Nie alkoholem. Mądrzy ludzie przekonują, że nie oblewam, tylko wybieram alternatywne rozwiązanie, ale moim skromnym zdaniem srutu tutu. Poza tym powodów do narzekania zdaje się brak. 

P.S. Mój norweski lektor mnie wystawił, więc gdyby ktoś coś, to będę wdzięczna.

20:45, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »