Zakładki:
#52books [2015]
#52books [2016]
#52books [2017]
Puszczam się w internetowy eter
RSS
poniedziałek, 04 stycznia 2016

Mojej wersji obrazkowej zmieniła się domena, choć strona pozostaje bez zmian. Teraz wszystko pod joannagaudyn.com. W kolejce do wrzucenia czekają Bośnia i Szwecja. Oraz Lofoty z 2013.

13:27, home-made-london-fog
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 stycznia 2016

Zacząć należałoby od tego, że okres okołobożonarodzeniowy to nie najlepszy czas na zwiedzanie Skandynawii. Ale jeśli już macie taki pomysł, to zdecydowanie przedłóżcie Szwecję z jej liberalniejszymi przepisami dotyczącymi pracy w dni wolne nad Norwegię. Zastaniecie wiele drzwi zamkniętych, szczególnie jeśli chodzi o muzea i miejsca, których właścicielem jest miasto, ale przynajmniej coś zjecie i wypijecie, nawet w wigilię.

Gotherburg, jak wiele miast Północy, jest dość rozległy. Próżno szukać tu rynku. "Centrum" jest pojęciem raczej subiektywnym. Bliskość morza oznacza tu przede wszystkim silny wiatr, szybko zmieniającą się pogodę i świeże ryby oraz skorupiaki. Położenie za 55 równoleżnikiem na północ to z kolei kuchnia sycąca, swojska, pełna gęstych sosów, śmietany i mięsa serwowanego z żurawiną. Oraz piwo o głębokim, wyrazistym smaku, lane z gęstą pianą (czego w Oslo trudno uświadczyć). Założone w okolicach potopu szwedzkiego miasto nie zachowało wielu budynków z XVII wieku, gdyż większość z nich zbudowano z drewna. Pod względem architektonicznym spotyka się tu mimo wszystko wiele stylów w stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Jak choćby przypominający pomadkę do ust drapacz chmur, którego właścicielem jest Skanska, oraz Feskekôrka - przypominający gotycki kościół targ rybny.

Co jeszcze? Parki. W jednym z nich można spotkać euroazjatyckie łosie, foki i zagrożone wyginięciem pingwiny peruwiańskie.

Po mieście najlepiej poruszać się na rowerze. Koszt trzydniowej karty miejskiej to 25 koron, czyli niecałe 12 złotych (za ważny 90 minut bilet na komunikację miejską trzeba zapłacić 28 koron). Stacje rowerowe rozsiane są gęsto, rowery są w dobrym stanie, drogi rowerowe oddzielone od jezdni docierają, zdaje się, wszędzie. Nic, tylko pedałować.

A na zakończenie warto zajrzeć do parku rozrywki Liseberg. Co prawda zimą nie wszystkie atrakcje są czynne (w tym, niestety, największy rollercoaster), ale za to czas oczekiwania nie przekraczał nigdy 10 minut. Zdecydowanym numerem 1 dla nas został Balder - jedna z największych na świecie drewnianych kolejek górskich. Największy spadek to 70 stopni, a wagoniki poruszają się z prędkością 90 kilometrów na godzinę. Po takich wrażeniach nie pozostaje nic innego, tylko udobruchać żołądek tradycyjnymi köttbullar (nie mylić z klopsikami z Ikei).

wtorek, 22 grudnia 2015

Dwa dni w pracy do przerwy świątecznej. Oslo w okresie Bożego Narodzenia pustoszeje. Wyludnia się zupełnie. Zdecydowana większość restauracji i kawiarni rygluje swoje podwoje i ogłasza sezon urlopowy. Imigranci zarobkowi wyjeżdżają do domu, tutejsze "słoiki" do rodzin, szczególnie na zachodnie wybrzeże i północ, a oslowianie z dziada pradziada - do swoich hytte (tłumaczonych na polski jako "chaty" lub "kabiny" - to ostatnie, zdaje się, to dosłowne tłumaczenie z angielskiego - ale pojęcie to jest nie do końca przekładalne; oznacza ono oryginalnie budynek stawiany jako domek sezonowy lub robotniczy na terenach, do których dotarcie zajmuje sporo czasu, a obecnie kojarzone jest przede wszystkim z domkami letniskowymi na odludziach, w otoczeniu natury - lasu, jeziora, gór lub morza. Często bez prądu i zasięgu GSM).

Wyludnione Oslo to wizja raczej depresyjna, a co najmniej nieszczególnie pociągająca, dlatego od jakichś dwóch miesięcy toczyły się w gospodarstwie domowym dyskusje, co by tu zrobić, aby się z nią nie konfrontować. Wolnego jest niewiele, więc na wstępie wykluczone zostały eskapady wymagające skorzystania z transportu lotniczego. Następnie przeanalizowane zostały możliwości wynajęcia hytte od DNT, czyli lokalnego odpowiednika naszego PTTK, ale to przedsięwzięcie nad miarę skomplikowane logistycznie w przypadku opadów śniegu, gdyż do większości hytte dostać można się wówczas wyłącznie... na nartach. Pomyślałam więc: może góry? Autobus z dworca autobusowego w cztery-pięć godzin zawiózłby nas do samego centrum Geilo (takie miejscowe Val Di Sole), a wyciągi narciarskie są nie dalej niż 300 metrów od większości hoteli. Ceny w okresie świątecznym idą tam jednak w górę nie o 20-30, a 200-300%. Przy czterech dniach wolnego, doliczając dojazd, taki wypad mija się z celem.

Więc co, zostajemy w Oslo? Objadamy się uszkami z barszczem na 24 metrach kwadratowych i po raz pierwszy od lat żałujemy, że nie mamy telewizora? Stawiamy na powierzchowną integrację w społeczeństwo i w Wigilię o 23 uprawiamy jogging, żeby spalić to, co dobrze jeszcze w żołądku się nie uległo? Nie, nie oraz nie. Choć każda z tych opcji mogłaby się wydać kusząca. W zamian w wigilijny poranek łapiemy autobus do Szwecji. W Göteborgu ponoć wszystko w Święta otwarte. Wszystko poza sklepami monopolowymi, więc na uzupełnienie zasobów liczyć nie możemy. Bo w Skandynawii kto zawczasu nie myśli, ten w Boże Narodzenie nie pije. Amen.

środa, 16 grudnia 2015

Sierpień, wiatr szarpie brzozy koło kościoła na Włodarzewskiej. Sypki szum coraz suchszych liści.

M. Cichy, Zawsze jest dzisiaj

Dla tych, którzy w tym roku chcieliby przeczytać jeszcze jedną książkę, ale czasu mało, pracy dużo, pierniki do upieczenia, pierogi do ulepienia, kurze do wytarcia - Michał Cichy, Zawsze jest dzisiaj. Marzy mi się, żeby ktoś napisał o Krakowie tak, jak on zrobił to z Warszawą. Gdyby spojrzeć na to z boku, są to bajania właściciela psa, który włóczy się po dzikich ścieżkach wzdłuż torów, zapuszczonych ogródkach działkowych, chaszczach i zaułkach. Nie ma tu mrożącej krew w żyłach historii ani trzymającej w napięciu akcji. Jest opis. Opis pełen zapomnianych słów, onomatopei, błyskotliwych porównań. Opis bliski perfekcji, pełen światła, dźwięku i zapachu. Niezwykła przyjemność lektury. zgubiony wieczór lub dwa.

środa, 09 grudnia 2015

Każdy pracownik handlu detalicznego wie, że kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem to okres złoty dla firmy i czarny dla niego samego. Norwegowie jako naród zapobiegliwy zakupy świąteczne robią co najmniej od połowy listopada. Wielu z nich gromadzi mniejsze i większe prezenty już wcześniej. Ciągle żywą tradycją są tu kalendarze adwentowe, z tym że nie te nasze, polskie, uproszczone przez producentów czekolady (i wyrobów czekoladopodobnych). Tutaj każdy dzień to mały bądź większy prezent, z kumulacją 24. grudnia. Część rodziców wykorzystuje to jako metodę wychowawczą, wyznaczając domowe obowiązki, które muszą zostać zrealizowane, aby móc otworzyć okienko kalendarza. Większość społeczeństwa jednak kultywuje tradycję w bólach, lamentując nad koniecznością znalezienia X podarków dla Y osób.

Z tej perspektywy może polskie zakupy świąteczne wydadzą się błahostką?

Wieczorem pieczony będzie piernik. Żeby dojrzał. I będzie to prawdopodobnie koniec przygotowań w naszym gospodarstwie domowym. Co więcej, gospodarstwo domowe chciało wyruszyć w świat na te wytęsknione cztery wolne dni z rzędu, z piernikiem w plecaku, ale czasu na planowanie w gospodarstwie nie ma, więc zdaje się, że na mrzonkach się skończy. Pozostanie liczyć na to, że pogoda dopisze i wszystkie wyciągi narciarskie zostaną wreszcie otwarte.

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 49